Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Materiały najlepszej jakości

Vivienne Westwood – elegancja buntu i punk w koronie

Vivienne Westwood to nie tylko nazwisko – to symbol odwagi, rewolucji i niezwykłego stylu. "Nie jestem modna. Nigdy nie chciałam być modna. Chciałam być ponadczasowa.” – Vivienne Westwood. I właśnie taka była. I taka pozostanie.

Vivienne Westwood – elegancja buntu i punk w koronie

W poprzednim wpisie opowiadałem o Alexanderze McQueenie – projektancie, który traktował modę jak manifest, a pokaz mody jak widowisko o sile teatralnej sceny. Vivienne Westwood była inna… ale jednocześnie bardzo podobna. Łączył ich bunt – nie dla samego buntu, ale jako potrzeba opowiedzenia o świecie po swojemu. Bez filtra. Bez zgody na konwencję. Z przekonaniem, że ubranie mówi więcej niż tysiąc słów. Westwood, podobnie jak McQueen, nie znosiła kompromisów. Kiedy coś projektowała, robiła to tak, jakby miało to zmienić zasady gry. I najczęściej – zmieniało.

Punk na pokaz, ale z głową

Vivienne Westwood mogłaby spokojnie zapisać się w historii mody jako „matka punka”. Na początku lat 70, Vivienne, nauczycielka plastyki z angielskiej prowincji, pojawiła się w Londynie z pomysłami, które wyprzedzały czas o dekady. Razem z jej ówczesnym partnerem Malcolmem McLarenem, menedżerem rokowego zespołu „Sex Pistols” prowadziła butik SEX, który nie tylko ubierał punkowców — on tworzył punk.

Westwood projektowała skórzane kurtki z ćwiekami, dzięki niej świat zobaczył T-shirty z prowokacyjnymi hasłami, rozprute szwy, agrafki jako ozdoby i szkocką kratę noszoną z butami do walki. To właśnie Vivienne Westwood i Malcolm McLaren – stworzyli nie tylko wizerunek grupy "Sex Pistols", ale i całą estetykę punku, który wybrzmiewał nie tylko w muzyce, ale też w odważnych, buntowniczych ubraniach. To ona dała formę temu, co wcześniej było tylko gniewem. Ale u niej ten bunt nie był pustą pozą. Studiowała historię ubioru, literaturę, sztukę i wykorzystywała je z precyzją godną akademickiego umysłu. Ale punk był dla niej zaledwie początkiem...

W 1981 roku pokazała kolekcję "Pirates" – pełną bufiastych rękawów, wiązanych koszul i żakietów stylizowanych na XVIII wiek. Zestawiła ją z glanami i niepokorną energią ulicy. To był moment przełomowy. Pokazała, że moda może czerpać z przeszłości i jednocześnie popychać kulturę naprzód.

Kiedy gorset staje się zbroją

Z czasem zaczęła czerpać z historii. Vivienne Westwood uwielbiała modę XVIII wieku – szczególnie gorsety. Wydawałoby się, że ten element symbolizuje ograniczenie i kontrolę nad kobiecym ciałem, element garderoby kojarzony z kobiecym zniewoleniem i epoką wiktoriańską ale u niej zyskały zupełnie nowe znaczenie. Odtwarzała XVIII-wieczne kroje, ale używała nowoczesnych tkanin, zamków, a nawet przeźroczystości, które przełamywały tabu cielesności. Dla niej gorset był nie więzieniem, lecz zbroją. Transparentny, wyrazisty, często noszony na wierzchu, nie do ukrycia. Kobieta Westwood nie była ofiarą konwenansów – była świadomą wojowniczką, nie była potulna – była dumna ze swojego ciała, chciała je eksponować i odzyskiwać na własnych zasadach. Westwood potrafiła na jednej sylwetce połączyć barokowy przepych z anarchistycznym przesłaniem sylwetki rodem z francuskiego dworu. Angielskie tartany, renesansowe rękawy — wszystko to wyciągała z przeszłości, by nadać im nowe znaczenie.

Jej pokazy były jak spektakle teatralne — pełne przesady, piękna i politycznego komentarza. W kolekcji "Portrait" z 1990 roku jeden z gorsetów miał nadruk z obrazu Fragonarda i napis „Love hurts”, stał się symbolem tego przewrotnego podejścia: romantyzm, cielesność, historia i bunt w jednym projekcie. To nie była tylko moda – to był statement. Mówiła: "Tak, kocham historię, ale nie będę jej odtwarzać grzecznie". Jednocześnie piękna i niepokojąca. Nigdy „ładna” – zawsze ważna.

Perły i kratka – znaki rozpoznawcze z historią

Dziś trudno mówić o Westwood bez wspomnienia jej kultowego naszyjnika z pereł, zwieńczony zawieszką w kształcie orbity planety Saturn - to dziś jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli mody. Ale za tym projektem kryje się coś więcej niż estetyka. Vivienne stworzyła go jako przewrotną odpowiedź na konserwatywną elegancję – perły, kiedyś atrybut grzecznych dziewcząt i dam z wyższych sfer u Westwood zyskały nowy sens. A sama zawieszka – krzyż wpisany w pierścień Saturna – była jak manifest: łączę przeszłość z przyszłością, klasykę z kosmosem, tradycję z utopią. Kultowe perły Westwood – często przeskalowane, noszone warstwowo i z nonszalancją – zyskały status symbolu. Choć dawniej były synonimem elegancji i dystynkcji, u niej stały się dodatkiem do skórzanych kurtek, podartych T-shirtów czy sukienek w kratę. Nosili je buntownicy, muzycy, aktorki, np Bella Hadid, Pharrell Williams, bohaterki anime. Bo Westwood, nawet po śmierci, nigdy nie przestała mówić do nowych pokoleń. Dla Vivienne to nie był po prostu naszyjnik. To był znak rozpoznawczy jej filozofii – że moda może być pomostem między epokami, przekorną wiadomością w perłowej oprawie.

 

Kraty, które wywróciły tradycję

A skoro o kracie mowa... Tartan – szkocka krata, symbol klanowej tożsamości i arystokratycznych tradycji, wzór, który wcześniej kojarzył się ze szkocką tradycją lub uczniowską spódnicą. Vivienne miała szczególną relację z tartanem ale oczywiście, nie byłaby sobą, gdyby nie nadała mu własnego tonu. W 1993 roku zaprojektowała swój własny wzór „MacAndreas”, nazwany na cześć jej ówczesnego partnera i modela – Andreasa Kronthalera. Co ciekawe, wprowadzenie tego wzoru zbiegło się z nadaniem mu oficjalnego statusu szkockiego tartanu, a Vivienne została tym samym pierwszą projektantką mody, która stworzyła nową kratę, uznaną przez szkockie archiwa jako oficjalny klanowy wzór. Ale Westwood nie używała tartanu, by uhonorować tradycję – raczej po to, by ją rozmontować, wzięła go na warsztat i uczyniła znakiem rozpoznawczym brytyjskiego punka. Łączyła kraciaste spódnice z lateksowymi topami, militarnymi kurtkami, a nawet z elementami bondage – czyli detalami zaczerpniętymi z estetyki BDSM, jak skórzane paski czy uprzęże. Krata zyskała nową tożsamość – już nie grzeczna, a walcząca.

Jedna z najciekawszych kolekcji Westwood to „Anglomania” z 1993 roku – hołd dla brytyjskiej historii i szkockiej kultury, ale podany z typowym dla niej przekąsem. Modele na wybiegu nosili królewskie korony i koronkowe żaboty - to były XIX-wieczne sylwetki – ale zestawione z glanami, punkowymi fryzurami i nieoczywistą biżuterią. Pokaz odbył się w Paryżu i wywołał ogromne emocje – dla niektórych była to profanacja klasyki, dla innych: arcydzieło. Vivienne pokazała wtedy, że historia nie jest reliktem – to materiał do twórczej dekonstrukcji.

Korona dla buntowniczki i "obrót z efektem"  

W 1992 roku Vivienne Westwood została odznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego za zasługi dla mody. Na uroczystość u królowej Elżbiety II przyszła.. elegancko ubrana – jak przystało na damę. Tylko że pod spódnicą... nie miała bielizny. Gdy po ceremonii pozowała fotografom przed Pałacem Buckingham, zrobiła obrót i uniosła spódnicę - fotografowie zarejestrowali „obrót z efektem” - na zdjęciach widać było tylko poły materiału, wirujące jak skrzydła i żadnej bielizny. Media oszalały, a sama Westwood mówiła później tylko: „Nie chciałam, żeby to było nudne.” I nie było.

To był jeden z tych momentów, które idealnie pokazują jej podejście: szacunek dla formy, ale zawsze z domieszką prowokacji i przekory. Kilka lat później otrzymała jeszcze wyższy tytuł – została damą. Pokazała tym samym, że nawet anarchistka może zostać ikoną narodową, jeśli robi to z charakterem i konsekwencją.

Moda jak teatr – słynny pokaz z Naomi Campbell.

W 1993 roku Westwood pokazała światu jedną z najbardziej pamiętnych scen z wybiegów: Naomi Campbell – w ultra wysokich, niebotycznych platformach Super Elevated Ghillie– poślizgnęła się i spektakularnie upadła na pokazie w Paryżu. Zamiast dramatu – była legenda. Naomi uśmiechnęła się, podniosła z klasą i  kontynuowała pokaz. Dla Westwood ten moment był nieporównywalny z niczym innym – idealnie uosabiał jej podejście: moda to gra, teatr, manifest i odwaga.

A jeśli się przewrócisz – wstań, uśmiechnij się i idź dalej, w jeszcze wyższych butach.

Zresztą, te buty stały się później eksponatem w Victoria and Albert Museum – jako przykład modowego szaleństwa i geniuszu.

Naomi Campbell

Westwood i Campbell sfotografowani razem podczas rozdania nagród Projektant Roku w Londynie, październik 1993 r.

Westwood i Campbell sfotografowane razem podczas rozdania nagród Projektant Roku w Londynie, październik 1993 r.

Ekologiczna wojowniczka z igłą

Ubrania Vivienne Westwood często były nośnikiem idei. Nie tylko sztuki, ale też aktywizmu. Walczyła o ochronę klimatu, prawa człowieka, wspierała edukację obywatelską i nawoływała do krytycznego myślenia. Nie bała się mówić: „Moda niszczy świat – i to właśnie projektanci mogą coś zmienić.” W swoich kolekcjach często wykorzystywała martwą naturę, symbole zagrożonych gatunków, a nawet drukowała na tkaninach hasła jak z transparentów.

Była radykalna. Pokazywała modelki w sukniach z bawełny organicznej, ale z plakatami protestacyjnymi. W jednym z pokazów zrezygnowała całkowicie z muzyki – zamiast niej wybrzmiewał głos naukowców ostrzegających przed katastrofą klimatyczną. To nie był marketing. To była jej osobista krucjata. Hasło „Buy less, choose well, make it last” – co w tłumaczeniu znaczy: „Kupuj mniej, wybieraj mądrze, dbaj, by służyło długo.” stało się jej osobistą filozofią zakupową – i manifestem, który dziś brzmi jeszcze głośniej niż wtedy. Nosiła ubrania po kilka sezonów, promowała naprawianie i przerabianie odzieży. Dla niej slow fashion nie było trendem – to była odpowiedzialność.

Westwood nie oddzielała ubrań od kultury. W kolekcjach wykorzystywała dzieła mistrzów malarstwa – Caravaggia, Bouchera czy Fragonarda – ale nigdy dla dekoracji. Dla niej moda była formą edukacji wizualnej: „Skoro ludzie nie chodzą do muzeów, to ja przyniosę sztukę na ulicę.”

Vivienne Westwood zmarła w 2022 roku, ale nie odeszła. Jej duch wciąż żyje – w każdej awangardowej kolekcji która łączy sztukę z przekazem, w każdym przełamaniu klasyki, w każdym wybiegu, który odważa się opowiadać historię, która łączy sztukę z przekazem, a także -

W każdej osobie, która ubiera się nie po to, żeby się przypodobać, ale by coś powiedzieć. W każdej dziewczynie w glanach i koronkach i w każdym chłopaku w perłach; W każdej marce, która nie boi się mówić o polityce, historii, ciele, seksualności. I, paradoksalnie, w każdej perle, która dziś nie musi już być tylko symbolem grzecznej elegancji – może być też manifestem odwagi.

Vivienne Westwood udowodniła, że moda nie musi być grzeczna, by była piękna. I że kobieta nie musi być cicha, by była słuchana.

„Nie jestem modna. Nigdy nie chciałam być modna. Chciałam być ponadczasowa.” – Vivienne Westwood. -

I właśnie taka była. I taka pozostanie.

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz